Menu

SIERŚCI ŚWIAT

Opisy najciekawszych wypraw do różnych zakątków świata, zawodów i wypraw rowerowych, własnych produktów winiarskich oraz pozostałe sprawy luźno związane z życiem... AUTOR: KRZYSZTOF GRZEGORZEWSKI

Szlakiem Zbigniewa Herberta wśród katedr i pól bitewnych – Francja 21-24 marca 2013 r.

krzysztofgrzegorzewski

 

   Gdyby spytać w jaki sposób dotrzeć do Francji za darmo, to większość osób spojrzałaby na mnie z drwiącym uśmieszkiem, pozostali wspomnieliby o autostopie a ekstremiści o jakimś schowku w ciężarówce lub wagonie w węglem. Tymczasem korzystając z programu partnerskiego Wizzair i Citibanku zbieram punkty za transakcje kartą kredytową, które potem wymieniam na bilety lotnicze. Ograniczając do minimum płatne usługi i wybierając promocje cenowe za bilety, mogę  kilka razy w roku polecieć „za darmo”, jednak kluczem jest dopasowanie się do promocji linii lotniczej a nie do własnych upodobań. 


   Tak też stało się tym razem, lektura Herbertowskiego „Kamienia z katedry” była inspiracją, a realizacja przyszła wraz z wiosenną promocją. Pośród wielu wątków pozostawionych przez Księcia Poetów wyczytać można, iż również był podróżnikiem budżetowym. No cóż, nie po drodze było mu z panem Gomułką, więc utrzymywał się ze stypendiów, honorariów za publikacje czy odczyty oraz pomocy przyjaciół. Tymczasem dziś jeden z rozdziałów obszernego i rzetelnego przewodnika po Francji, który posiadam, rozpoczyna się od stwierdzenia iż Francja nie jest drogim krajem – na całodzienne utrzymanie z wyżywieniem, noclegami oraz biletami wstępu powinno wystarczyć 100 Euro dziennie. Niestety mi nie po drodze było z panem Balcerowiczem, więc taka kwota to zwykle budżet całej wyprawy.

  

Rzygacz na katedrze w Amiens

Rysunek 1. Rzygacz na katedrze w Amiens


   Tymczasem realizowałem swój szaleńczy plan odwiedzenia katedr w Beauvais, Rouen, Amiens, Noyon, Laon, Reims, Soissons, Senlis oraz jeszcze kilku ciekawych miejsc po drodze. Na szczęście wypożyczenie auta poza sezonem nie jest tak kosztowne, jakby się mogło wydawać (koszt poniżej 100 zł na dzień), ale mimo to pochłania lwią część budżetu. Silnik diesla okazał się bardzo oszczędny, nie wspominając o fakcie, że ten rodzaj paliwa jest we Francji przeszło 20 eurocentów tańszy od benzyny (łączne wydatki na paliwo wyniosły 209 złotych). Warto tu dodać, że zabrałem ze sobą własną nawigację satelitarną, co przyczyniło się do dalszych oszczędności – wymiernych - bowiem wynajęcie nawigacji w wypożyczalni kosztuje 13 Euro na dzień, a na przejazd wybierałem zawsze boczne drogi bezpłatne, oraz niewymiernych – na miejsce zawsze trafiałem bez błądzenia a dodatkowym bonusem były przepiękne widoki, nieopisane w przewodniku zamki i pałace oraz bardziej „namacalny” kontakt z Francją.


   Dokonując swobodnej parafrazy naszej noblistki, można by rzec, że dopóki światło witraży w nieziemskiej ciszy i skupieniu dzień po dniu rozlewa się po wnętrzach gotyckich katedr, nie zasługuje Świat na koniec świata. Oprócz zewnętrznego piękna, katedry przypominają jednocześnie naturę wszechświata oraz naturę ludzką. Spoglądając z zewnątrz widzimy kanion rzeki wywrócony na drugą stronę – kamienie wydobyte z wnętrza ziemi układają się ponad przenikliwie pustym wnętrzem, przybierając formy architektoniczne wznoszące się coraz wyżej i wyżej. Cała ta misterna konstrukcja obwieszona jest dodatkowo niezliczonymi rzeźbami, alegoriami walki dobra ze złem, żywotami świętych, całunem przemijania. Nie sposób zaprzeczyć, że natura ludzka jest częstokroć podobna – puste wnętrze przyobleczone we wspaniałe szaty.

 

 

Fasada katedry w Reims

Rysunek 2. Fasada katedry w Reims


   Miałem szczęście, gdyż największe i najwspanialsze katedry odwiedziłem wczesnym rankiem, a przyjeżdżając do Amiens przed oficjalnymi godzinami otwarcia, mogłem wejść do środka bocznym wejściem dla wiernych. To dodatkowo tworzy specyficzne wrażenie odkrywcy, pewnego rodzaju wyróżnienie, iż nie trzeba przemieszczać się w tłumie turystów, lecz jest się autochtonem, osobą dla której budowla została wzniesiona. Cichutko usiadłem w jednej z ław (modlących się można było policzyć na palcach jednej ręki) i obserwowałem poranne słońce, którego promienie szybko wznosiły się po smukłych kolumnach. Sprawiały wrażenie zegara słonecznego, którego wskazówka została przyspieszona, gdyż ruch światła i cienia był widoczny gołym okiem. To był sygnał do dalszej podróży, czas biegł, a chciałoby się zobaczyć jeszcze więcej i więcej.

 

Sąd nad Joanną d'Arc, Noyon

Rysunek 3. Sąd nad Joanną d'Arc, Noyon

 

   Katedra w Noyon, miejscu urodzenia Jana Kalwina, sprawia wrażenie nieco uproszczonej ale określenie „le gothique primitif” jest nieco poniżające, wszystko zależy bowiem od punktu odniesienia. Będąc przyzwyczajonym do nizinnych katedr ceglanych, wszelkie kamienne budowle sprawiają na mnie wrażenie lekkich, niebotycznych, rozświetlonych, jednym słowem - fascynujących. Tymczasem niespodziewanie podbiegła do mnie, byłem bowiem sam w kościele, skromna pani z wielkim kluczem w ręku. Trochę zaskoczony, trochę przestraszony tym niecodziennym widokiem, pomyślałem, iż może wszedłem gdzie nie wolno albo nie zapłaciłem za wstęp. Tysiące myśli przeleciało przez głowę, ale właścicielka klucza uśmiechnęła się tylko, pokazała na zegarek (była czternasta), i z głośnym „bon apetit” wskazała na drzwi sugerując opuszczenie katedry. Zanim przekręciła zamek swoim wielkim kluczem, na zamykanych wrotach ukazała się maleńka karteczka – „Przerwa obiadowa 14.00 – 16.00”.

 

Namiot

Rysunek 5. Mój wierny dom

 

   Warto też wspomnieć, że budowniczowie katedr mieli te same problemy, co chcący je potem odwiedzić turyści budżetowi – między innymi braku środków na realizację planów. Prawdziwym pasjonatom przyświeca jednak romantyczna zasada mierzenia sił na zamiary i dlatego na fali ogólnego podniecenia urządzano kwesty, przyjmowano wolontariuszy, sprzedawano odpusty. Chcąc nie chcąc i ja musiałem oszczędzać, noce spędzając w namiocie, nie do końca legalnie, nawiasem mówiąc. Wychodzę jednak z założenia, że zastane miejsce, z reguły leśną polankę, zostawiam w lepszym stanie, niż zastałem. Zbierając śmieci czy porządkując gałęzie spłacam dług wdzięczności lasowi, w którym spędzam bezpiecznie noc.

 

Architektura

Rysunek 5. Architektura "wiszących" kamieni


   Przemierzając tereny na północ  od Paryża nie sposób nie natknąć się na ślady po Wielkiej Wojnie 1914-1918 roku. Po odwiedzeniu katedry koronacyjnej w Reims (ach, jakąż trzeba było mieć odwagę, aby projekt niektórych witraży oddać w ręce Marca Chagalla!), dość przypadkowo trafiłem do Fortu de la Pompelle. Odbity z rąk niemieckich po bitwie nad Marną, przez blisko 4 lata opierał się kontratakom, bombardowaniom, podkopom czy atakom gazowym. Ślady tych walk można rozpoznać do dziś w księżycowym krajobrazie wokół, a w kazamatach zgromadzono pamiątki w tym wspomnienia po dwóch rosyjskich brygadach przysłanych do pomocy w obronie przez cara Mikołaja II w 1916 r.

Fort de la Pompelle - bastion


Rysunek 6. Fort de la Pompelle - bastion

 

   Będąc we Francji nie sposób odmówić sobie ciepłej bagietki maczanej w oliwie z przyprawami, do tego kawa i otrzymujemy świetny przepis na śniadanie może niezbyt wyszukane, ale za to nie rujnujące kieszeni i mimo swej prostoty jednak dość trudne do odtworzenia w Polsce. Nabrawszy sił, po drodze do Soissons mijam rozłożone na bezkresnych polach cmentarze, których niemi strażnicy  przypominają o koszmarze tego miasta niemalże zrównanego z ziemią podczas wojny. Zdjęcia w odrestaurowanej katedrze pokazują jej stan  w roku 1918, tuż po zakończeniu działań wojennych. Jednak jeszcze większe wrażenie robią ruiny gotyckiego kościoła przy opactwie Saint Jean des Vignes – ze zniszczonego znacznie wcześniej budynku ocalała jedynie fasada, w której przez obręcz pustej rozety spogląda słońce - nie tłumione witrażami promienie zdają się zaglądać do wnętrza nieistniejącego sanktuarium. Zachowane detale, rzeźby świętych, nawet rzygacze zdają się dalej pełnić swą funkcję, zapraszając gości do wnętrza, które obecnie jest jedynie równo przystrzyżonym trawnikiem.

 

Cmentarz w Roye

Rysunek 7. Cmentarz w Roye


   I tak oto dnia czwartego dotarłem do punktu wyjścia – Beauvais. Katedrę św. Piotra poznałem już wcześniej (http://gleba.blox.pl/2012/06/24-GODZINY-W-BEAUVAIS-UPADLE-KATEDRY8230.html), ale i tak z radością przekroczyłem jej próg, gdyż mimo (a może ponieważ) jest tak okaleczona (wieża zawaliła się wkrótce po wybudowaniu), niedokończona w swej pysze (najwyższy gotycki chór – 48 m, nie doczekał się budowy nawy głównej) – to jednak jej niezwykła lekkość i świetlistość czyni ją budowlą absolutnie spełnioną. Ach, jak to dobrze, że samoloty lądują właśnie tutaj, a nie w Paryżu!

 

Pozostała już tylko fasada...

Rysunek 8. Pozostała już tylko fasada...


   Spytać by można, czy warto na tak krótki czas lecieć do kraju, który latami można by poznawać, nie powtarzając przy tym żadnego z odwiedzonych miejsc? Warto – by własnym poznaniem pogłębić szkic ulubionego poety, warto – bo po takiej podróży można powiedzieć, że widziało się więcej niż pamięta, a pamięta się więcej niż widziało. Warto, po stokroć warto…


Krzysztof Grzegorzewski, 5 maja 2013 r.

Szczegółowy kosztorys:
- wypożyczenie samochodu 295,14 zł
- paliwo 208,71 zł
- bilety wstępu ok. 21 zł (jedyne biletowane miejsce: Fort de la Pompelle 5 Euro)
- wyżywienie ok. 65 zł (bagietki, oliwa, kawa rano, wino wieczorem a reszta przywieziona z Polski, a tu już Żona dba o aprowizację, więc się nie liczy)
- noclegi 0 zł (namiot)
- bilet na samolot – dopłata jedynie 10 zł i 10 gr
ŁĄCZNIE: 599 zł 95 gr


      

P.S. Parafrazowany w tekście wiersz:


Vermeer
Wisława Szymborska


Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa,
nie zasługuje Świat
na koniec świata.

 

© SIERŚCI ŚWIAT
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci